niedziela, 10 stycznia 2016

Landmannalaugar-Thorsmork , czyli najpopularniejszy trekking Islandzki










Nasza przygoda z najpopularniejszą trasą trekkingową na Islandii, czyli Laugavegur zaczęła się z Landmannalaugar'u gdzie dojechaliśmy autostopem dzięki miłemu Francuzowi. Tam też spędziliśmy noc, która kosztowała nas około 40zł/os i zażyliśmy kąpieli w naturalnym gorącym źródle. :D Można na miejscu zaopatrzyć się w gaz, zapałki itp., a także skorzystać z zostawionych kartuszy(niektóre były prawie pełne).

Pierwszy dzień trekkingu był dobry na rozruszanie się. Sporo pięknych widoków i ciekawych form skalnych, a każde wonnych (smrodnych) źródeł "uprzyjemniało" nam drogę.;) Szlak jest generalnie dość dobrze oznaczony.




Następną noc spędziliśmy już w Hoskuldsskali, pomimo wątpliwej czystości schroniska i równie wysokiej ceny. Zdecydowały o tym niebyt przyjemne warunki pogodowe, a w szczególności silny wiatr. Przygotowane mury wokół miejsc na namioty okazały się bezcenne.





Drugi dzień trekkingu równie obfity w piękne krajobrazy zakończył się przeprawą przez rzekę i spaniem na dziko (ku uciesze portfela). Po drodze można zobaczyć sporo miejsc w których na pewno regularnie ktoś biwakuje. Zazwyczaj są to małe dolinki z już przygotowanymi kamieniami do obłożenia namiotu. Generalnie biwakowanie na dziko w Parku Narodowym jest zakazane, ale jeżeli nie robisz tego na środku szlaku i nie niszczysz przy tym zieleni (a w szczególności ukochanego przez Islandczyków mchu), to nie powinno być problemu. Są to informacje z dosyć wiarygodnego źródła. A jeżeli już biwakujecie w znacznej odległości od jakichkolwiek schronisk, to na pewno nikt nie zrobi problemu z tego, że opadliście z sił i postanowiliście akurat tam gdzie jesteście się zregenerować. ;) Aczkolwiek polecam raczej rozbijać namioty jak najpóźniej i zbierać się jak najwcześniej (na mapie zielonymi rombami zaznaczyliśmy gdzie sami koczowaliśmy lub gdzie na pewno ktoś koczował).


Co do przeprawy przez rzekę koniecznie zdejmijcie buty. Najlepiej mieć ze sobą jakieś gumowe kapcie specjalnie do wody. A jak ich nie macie to idźcie boso. My raz popełniliśmy tę głupotę, pewnie ze zmęczenia, i tyle mieliśmy szczęścia, że przez następne dni dobra, wietrzna i sucha pogoda dała nam szanse na wysuszenie obuwia.



Trzeci dzień dzień był zdecydowanie z najlepsza pogodą. Wędrówka szła nam bardzo sprawnie i zatrzymując się w Emstur na przygotowanie posiłku, ruszyliśmy dalej, gdzie czekała na nas idealna dolinka do spania na dziko. Naprawdę polecam, bo była po prostu przepiękna (na żywo wyglądała ładniej). ;)




Ostatniego dnia naszego trekkingu doszliśmy do Thorsmork, gdzie można skończyć wycieczkę (tak jak my) i jechać dalej autostopem (o co raczej ciężko) lub pojechać autobusem, co kosztowało nas około 150zł/os. Można także poświecić kolejny dzień na dojście do Skogar.




Podsumowując trasę- spokojnie można zrezygnować z campingów poza Hoskuldsskali (chyba, że ma się dobre tempo i pierwszego dnia dojdzie się aż do okolic Alftavatn) oraz znalezienie dobrego miejsca do spania nie zabiera bardzo dużo czasu.




W sumie mieliśmy do czynienia z 4 przeprawami przez rzekę, co w zależności od pory roku może spokojnie urosnąć do 6 przepraw (mówiąc przeprawa mam na myśli miejsce gdzie woda spokojnie sięga do kolan i nie ma opcji przejść nie przemaczając butów na wylot). Od kolegi mieszkającego na miejscu wiem, że mogą zdarzyć się o innej porze roku lub zależnie od intensywności opadów takie miejsca gdzie spokojnie woda sięgnie do połowy ud, jak nie wyżej. Dobrze jest być na to przygotowanym.




niedziela, 3 stycznia 2016

Porządki w Barkasie!

Mini fotorelacja z kolejnego etapu Katharsis Barkasa B1000: W ramach wstępnego przygotowania samochodu przed dostarczeniem do warsztatu blacharskiego i lakierniczego załoga pozbywa się wszystkiego co nie jest konieczne do samodzielnej jazdy. 
Przed....


W zasadzie cała ,,paka” zostaje ogołocona do czystej blachy. Znika gumowa wykładzina z podłogi, obicia burt, tapicerka, siedzenia, gustowne zasłonki, zapasowe koło. Jak zawsze przy tego typu zabawach odnaleziona zostaje masa skarbów.



...po :D

Tak przygotowana maszyna została oddelegowana do warsztatu blacharskiego: BRZEG GARAGE, gdzie oczekuje na wymontowanie reszty oprzyrządowania i ekwipunku. Po tym Barkasa czeka trip na piaskowanie – mamy nadzieje, że przynajmniej połowa auta się ostanie po tym zabiegu. Po tym auto trafia w ręce naszego artysty blacharskiego rzemiosła - Mateusz! teraz Wszystko w Twoich rękach!





Zapraszamy na fan-page naszego rzemieślnika BRZEG GARAGE :D

niedziela, 17 maja 2015

Barkas - reaktywacja :D

          Po miesiącach poszukiwań na wszelkich możliwych portalach w Polsce jak i za granicą, zgłębiania tajemnej wiedzy na temat NRD-owskiego pojazdu, kilku przejściach i zawiłościach, w końcu znaleźliśmy upragniony wehikuł w Poznaniu. Wybraliśmy go ze względu na całkiem bliską lokalizację oraz na to, że był zarejestrowany w Polsce(czyli mniej formalności) no i w żadnym miejscu ręka nie przechodziła na wylot przez blachę.;) Ze względu na to, że hamulce były niesprawne wynajęliśmy lawetę. Udało nam się wyszukać sześcioosobową wersję dzięki czemu znaleźliśmy dodatkowych pasażerów. Razem z nimi wieźliśmy między innymi ramę do obrazu, której dowiezienie było ponoć sprawą życia i śmierci. Była też aktorka z Poznania, która jechała na spektakl w Katowicach(nie zdążyła ;)) i kilku innych ciekawych ludzi. Po niemal 1000 kilometrów i 20 godzinach na nogach, Barkas dotarł do mechanika w podkrakowskiej wsi.
Wreszcie na lawecie po półtorej godziny zmagań :D
           Jak się okazało poprzednim właścicielom przyświecał bardzo podobny cel jego eksploatacji, czyli tripy z przyjaciółmi. Autko było nawet na Woodstocku. Poniżej zamieszczam opis ich przygody nabycia Barkasa B1000.

 "Wraz z kolegami postanowiłem, że zrzucimy się na fajnego busa, którego ładnie odnowimy i przemierzymy trochę świata. Dlaczego Barkas? Idąc na uczelnie zobaczyłem fajny furgon, pomyślałem, że to jest to! Oryginalny wygląd, bije na głowę wszystkie ogórki VW! Kilka godzin poszukiwań w internecie i udało się zidentyfikować model i markę! Otomoto i allegro nie rozpieszczały w ofertach sprzedaży więc trzeba było rozszerzyć horyzonty poszukiwań. Udało się nam znaleźć Barkasa w Poznaniu jednak właściciel nie był zainteresowany sprzedażą. Po kilku tygodniach na węgierskim odpowiedniku portalu tablica.pl pojawiła się fajna oferta! Auto na zdjęciach wyglądało solidnie - szybka decyzja i planowanie podróży. Dość ciężko było się porozumieć z właścicielami auta, użyliśmy trochę angielskiego i trochę pomocy Węgra dukającego po polsku. Aby zminimalizować koszty dojazdu do oddalonej o ponad 1000 km od Poznania miejscowości, skorzystaliśmy z pomocy fanatyka lotnictwa i udało nam się za małe pieniądze polecieć do Budapesztu gdzie przesiadaliśmy się w pociąg i pognaliśmy 300 km do miasta Bekescaba. Trochę obawialiśmy się czy poradzimy sobie z wszystkimi formalnościami, czy właściciel nie będzie miał nic przeciwko, żebyśmy wracali na jego tablicach do Polski. Na szczęście przyjaźń polsko-węgierska trwa w najlepsze, nie dość, że właściciel od razu nam zaproponował powrót na madziarskich tablicach to jeszcze zorganizował tłumacza, Polkę która była Prezesem samorządu narodowości polskiej w tymże mieście. Po godzinie siedzieliśmy już w aucie i wracaliśmy do Polski. 25 godzinna podróż zabójczą prędkością 70-80 km/h w niesamowitym hałasie, wśród trąbiących tirów była bardzo ciekawym przeżyciem, najważniejsze jednak, że dojechaliśmy cali, a auto spisywało się znakomicie"~Krzysiek



          W tej chwili Barkas wymaga naprawy hamulców i opieki dobrego blacharza, nie mówiąc o wielu szczegółach, ale już przystępujemy do zabiegów mających na celu przywrócenie mu dawnej świetności. :D I na bieżąco będziemy Wam relacjonować postępy w renowacji. :)



poniedziałek, 23 lutego 2015

Jetboil-jak gotuje każdy widzi, ale...


          Dzisiaj chcemy Wam przedstawić jeden z systemów do gotowania w podróży, który uważamy za najlepszy, a mianowicie Jetboil Flash. Nie jest pozbawiony wad, ale zacznę od tego, za co tak go cenimy.
          Nie sprawdzaliśmy z zegarkiem w ręku jak szybko jetboil gotuje, ale zaręczamy że jest to tempo ekspresowe, jednak ewidentnie zależne od temperatury zewnętrznej. Maszynka świetnie sprawdza się w topieniu śniegu i w porównaniu do zwykłego rondelka na klasycznym palniku to niebo a ziemia. Kuchenka stworzona do np.ekspresowego zaparzenia herbaty- aż nie warto brać termosu.;) Fajnym bajerem jest wskaźnik zagotowania(posiada czarne paski, które po zagotowaniu zmieniają kolor na pomarańczowy jak na pierwszym zdjęciu), dzięki czemu nie musimy zaglądać i nasłuchiwać czy już gotowe. Zajmuje mało miejsca(z najmniejszą butlą wszystko mieści się w garze:podstawka, palnik, etc.), pokrętło do regulacji jest wygodne w użyciu i dosyć precyzyjne, a zapalnik Piezo zaoszczędza nam kupna zapałek, ale....

          I tu zaczną się wady. Zawsze warto mieć jakieś źródło iskry do jetboila, bo drucik dający iskrę w naszym przypadku się wyrobił i niechętnie rozpala ogień. Jednak do tej pory nigdy nie używaliśmy zapałek, bo zapalnik w końcu odpalał(rekord to kilkanaście prób, choć czasem za pierwszy razem się udawało). Dodatkowy kubek, który służy jako osłona w transporcie pękł, ponieważ był z dość słabego plastiku. Jetboil jest mało wygodny do gotowania czegoś innego niż woda, bardzo łatwo coś przypalić, dlatego polecamy posiadać jakiś garnczek do tego celu. I przestroga dla kogoś, kto będzie próbował robić jajecznice na patelni na palniku jetboila- płomień jest bardzo skoncentrowany co sprzyja przypalaniu i niedobrej jajecznicy.;)


          Podsumowując, jest to świetna kuchenka do turystyki i na ekspedycje. łatwo spakować, szybko gotuje wodę, więc w sumie w 100% spełnia swoje najważniejsze funkcje. Jedyną jej wadą są słabej jakości udogodnienia jak dodatkowy kubek ochronny i zapalnik, a także gotowanie bardziej wymyślnych potraw wymaga nieco więcej uwagi, ale dla zaprawionych w boju i czujnych kucharzy to nic trudnego.:)



poniedziałek, 19 stycznia 2015

Jak wybrać najlepszy namiot. Czyli igloo, tunelowy, geodezyjny, a może jeszcze inny?

          Wybór namiotu nie jest łatwy, ale najważniejsze to na początku dokładnie ustalić do czego będzie miał nam służyć. W tym poście skupię się na namiotach dwuosobowych i myślę, że każdy kto potrzebuje mniejszego, lub większego namiotu znajdzie tutaj odniesienie. Warto zwrócić uwagę na konkretne wymiary namiotu, bo niekiedy dwójka może się okazać co najwyżej luksusową jedynką, a w innym przypadku, ciasną trójką. Całkiem inne wymagania będzie miała osoba, chcąca zdobywać wielotysięczniki, inne osoba, dla której najważniejszy jest trekking ze spaniem na dziko, a jeszcze odmienne ktoś, kto będzie spać tylko na polach campingowych. Ważna jest też kwestia jak często będziemy używać namiotu, bo od tego powinno zależeć ile na niego przeznaczymy pieniędzy. No więc zaczynajmy! :)

          Jeśli mamy zamiar używać namiot sporadycznie(np. jeden tydzień w roku)to uważam, że nie warto wydać na niego więcej niż 700 zł(wyjątkiem mogą być osoby szukające czegoś stricte na warunki wysokogórskie). Natomiast, jeśli wiemy, że nasz namiot będzie częściej eksploatowany (powiedzmy 2-3 tygodnie w roku)dobrze jest kupić namiot do kwoty 1500 zł. W takim przypadku najlepiej żeby ważył do 3-3,5 kg. W sytuacji osób, które spędzają w namiocie miesiące w ciągu roku, najlepszym wariantem namiotu jest taki, który waży poniżej 2 kg. Minusem może być spora cena, jednak taki namiot potrafi wytrzymać o wiele więcej, a także kręgosłup z ulgą podziękuje za mniejszy wysiłek.;) Chcę zwrócić uwagę, że im częściej mamy używać swój namiot, tym mniej opłaca się na nim oszczędzać. Koszt będzie mniej dotkliwy od kupienia kilka razy mniej wytrzymałych namiotów. Wydając więcej, zyskujemy namiot lżejszy, wygodniejszy i najprawdopodobniej po prostu lepszy.


Teraz przejdę do tego, jaki rodzaj konstrukcji byłby dla nas najlepszy:
  • JEDNOPAŁĄKOWE- jak nazwa wskazuje namiot posiada jeden pałąk, który funkcjonuje jako cały stelaż. Jest to zdecydowanie konstrukcja najlżejsza, ale oferuje najmniejszą wytrzymałość na wiatr i zdecydowanie niewiele miejsca w środku. Coś dla minimalistów, szczególnie na długich wyprawach.
  • TUNELOWE- w odróżnieniu od wcześniej opisanych jednopałąkowców, posiada najczęściej dwa pałąki(czasem więcej). Taki układ daje najwięcej miejsca w środku, przy (najczęściej) niższej wadze niż następne typy namiotów. Charakteryzuje się też dużą wzdłużną odpornością na wiatr, ale mniejsza poprzeczną, chociaż niektóre konstrukcje mają ciekawe rozwiązania niwelujące ten problem. Spotyka się też namiot tunelowy z dodatkowym pałąkiem, który łączy pozostałe na górze(zwiększa to ilość miejsca i usztywnia całość).
  • IGLOO/KOPUŁOWE- najczęściej spotykany typ, zazwyczaj odporniejszy na wiatr od pozostałych. Jego główną zaletą jest samonośność(namiot stoi bez przytwierdzania szpilkami i naciągania linek). Jest także bardzo wytrzymały na wiatr, z każdej strony tak samo. Ale ma mniej miejsca w środku i zazwyczaj jest sporo cięższy od namiotów tunelowych.
  • GEODEZYJNE- to właściwie takie igloo, tylko z większą ilością pałąków, które krzyżują się w więcej niż w jednym miejscu. Ma takie same zalety i wady, tylko każda jest "mocniejsza"(czyli wytrzymalszy, ale cięższy itd.). Przeznaczony jest na ciężkie wyprawy i najlepiej jak sami nie musimy go nosić. ;)
  • PÓŁGEODEZYJNE- wyróżnia się też taki typ. Zazwyczaj ma 3 pałąki, które przecinają się każdy z każdym. Łączy wytrzymałość namiotu geodezyjnego z wagą igloo, ale najczęściej z przestrzenią użytkową z jednopałąkowca.
Jest też opcja płachty biwakowej, ale to raczej tylko na wyjątkowo "minimalistyczne" okazje ;-)

A teraz coś o stelażach! :) Generalnie wyróżnią się dwa typy stelaży: zewnętrzny i wewnętrzny. Różnią się tym, że w przypadku pierwszego najpierw rozkładamy tropik i potem sypialnię(lub oba jednocześnie, jeśli sypialnia jest już podpięta), a w przypadku drugiego, najpierw sypialnię, a potem na całość naciągamy tropik. Każdy typ ma swoje wady i zalety:

Stelaż zewnętrzny:
    MSR Dragontail
  • Z zalet, nie zamoknie nam sypialnia przy rozstawianiu, ale co jeśli jest straszny upał i chcielibyśmy rozstawić samą sypialnię? Przy pomocy kilku sznurków i nieco inwencji twórczej, można ją dowiązać do stelaża, więc jest jakieś wyjście z tej sytuacji. Jeszcze jedną wadą jest to, że pałąki wystają poza bryłę namiotu, w związku z czym stwarzają dodatkowy opór dla wiatru i stwarzają warunki do gromadzenia się śniegu. Aczkolwiek w niektórych namiotach wystawanie pałąków jest minimalne.
Stelaż wewnętrzny:
    MSR Hubba NX
  • W razie upałów i idealnej pogody, możemy rozstawić samą sypialnię dla najlepszej wentylacji, a także pałąki są schowane pod tropikiem, dzięki czemu powinno być mniejsze oddziaływanie wiatru na namiot. Największą i w sumie jedyną wadą(co dla mnie osobiście przekreśla ten stelaż), jest to, że tropik rozkładamy jako drugi, czyli w czasie deszczu, zanim nakryjemy sypialnie tropikiem już będzie mokra(można oczywiście kombinować, ale jeśli dojdzie silny wiatr, nie widzę sposobu by uchronić się od wody).
       Także ważną kwestią jest wielkość i ilość absyd. Najwygodniejszym wyjściem jest opcja, gdy namiotma dwa wejścia(dzięki czemu unikniemy podeptania, lub bycia podeptanym przez współtowarzysza/towarzyszkę), daje nam to też opcję przewietrzenia namiotu, co w upały może być bezcenne. Przy kupnie pamiętajmy też, by zwrócić uwagę na ilość, wielkość i rozmieszczenie wentylatorów. Ich rozmieszczenie bardzo wpływa na cyrkulację powietrza w środku i w związku z czym, na kondensację największej zmory biwakowiczów-pary wodnej.:) Wtedy mamy też dwa przedsionki i spokojnie jeden możemy przeznaczyć na bagaż, a drugi na pomieszczenie kuchenne. Dobrze żeby zadaszenie chroniło od deszczu, bo przecież nie chcemy, żeby w czasie przyrządzania strawy nakapało nam do środka. Dobrym(a raczej złym ;)) przykładem są namioty Marabuta, gdzie w modelu Komodo, przy otwieraniu drzwi leje się do wewnątrz na potęgę, zaś w Arco jesteśmy w pełni osłonięci. Więc jeśli wiemy, że będziemy sporo gotować, dobrze żeby namiot miał chociaż jeden duży, w miarę dobrze osłonięty przedsionek.

A co z kolorem? Kwestia estetyczna też jest ważna! Najlepiej, żeby w środku było miło i jasno(w końcu sporo czasu tam spędzimy). Na szczęście większość producentów używa żółtego materiału do sypialni. Natomiast za najlepszy kolor tropiku osobiście uważam zielony(chociaż jaskrawe bardziej mi się podobają). Ma on kilka dość ważnych zalet: po pierwsze w lecie robactwo zdecydowanie mniej będzie przylatywać do zielonego niż np. do żółtego, po drugie będziemy mniej widoczni, co przyda się, gdy rozbiliśmy się tam, gdzie niekoniecznie powinniśmy ;) lub po prostu nie chcemy rzucać się w oczy i chcemy więcej prywatności. Ta zaleta w wysokich górach będzie wadą, dlatego namioty wysokogórskie najczęściej są w jaskrawych kolorach, dzięki czemu łatwiej je znaleźć po ataku na szczyt. Uważam, że żółty i pomarańczowy, to kolor sprawdzający się jedynie w takich przypadkach.:)

I jeszcze została kwestia fartuchów śnieżnych. Spotyka się je głównie w namiotach ekspedycyjnych i mają zapobiegać wdzieraniu się wiatru do środka przy ziemi. W zimie można namiot po prostu okopać śniegiem, ale fartuchy w lecie też mogą być bardzo pomocne choćby w kwestii rozstawienia na kamienistym lub piaszczystym podłożu, gdzie wbicie szpilki może być niemożliwe. Wtedy wystarczy przyłożyć fartuchy kamieniami, lub przysypać piaskiem. Jeśli uda nam się jednak wbić szpilki, obciążone fartuchy dodatkowo zwiększą stabilność namiotu, ale niestety swoje ważą i dokładają około 300-500 g do wagi namiotu, a w lecie, gdy nie ma możliwości ich podwinięcia bardzo ograniczają wentylację. Problem z podłożem nie lubiącym szpilek można rozwiązać w inny sposób, dlatego jeśli nie potrzebujemy namiotu nastawionego głównie na zimowe wyprawy, odpuściłbym fartuchy. Zaoszczędzimy i pieniądze, i zdrowie naszych pleców.

Co do materiałów na podłogę i tropik można o tym napisać pewnie kilka postów. W skrócie, jeżeli kupimy namiot od dobrego producenta to wodoodporność nie powinna nas zawieść. Ale generalnie namiot wysokogórski najlepiej żeby miał podłogę o odporności około 10.000 mm słupa wody, trekkingowe nie mniej niż 5000 mm, a tropik 3000 mm. Zdarzało mi się jednak często widzieć konstrukcje, które miały i 1500 mm, a także 8000 mm, a nawet 20.000 mm, i pewnie wszystkie sprawdzają się dobrze. Ale jak wspominałem namiot nie typu "noname", z klejonymi szwami, oraz dobrze traktowany zawsze powinien zapewnić suche wnętrze. Najsłabszym punktem każdego namiotu są szwy i najważniejsze jest ich dobre zabezpieczenie. W sprawie szwów dobrze sprawdzają się namioty tunelowe, gdzie nie przebiegają one przez centralną część namiotu i nawet jakby puściły, nie grozi nam aż taka powódź jak w przypadku namiotów kopułowych. Z drugiej strony, wydając kilkaset złotych taka sytuacja nie powinna mieć miejsca.

Można także dzielić namioty na: jednopowłokowce(czyli takie bez sypialni) i na te z sypialnią i tropikiem. Pierwszy rodzaj na pewno będzie lżejszy, ale poza warunkami zimowymi kondensacja w nim może być tak nieznośna, że w środku będziemy mieli saunę. Dlatego poniżej przedstawiłem porównanie namiotów kilku producentów skupiając się na tych niejednopowłokowych. Legenda oznaczeń na samym dole osi. :)

Zdjęcia ze stron producentów.

Telemark 2 ULW Nordisk  to jeden z najlżejszych namiotów dwuosobowych jakie widziałem. Wodoodporność podłogi wynosi 8000 mm a tropiku 2000 mm, więc naprawdę porządnie. Bardzo fajnie,że na stronie producenta można zobaczyć test wiatroodporności. :)

Laser Competition 2 Terra Nova- bardzo podobna konstrukcja jak wyżej. Tropik 3000 mm, a podłoga 5000 mm.




Anjan 2 Hilleberg- kolejny namiot 3 sezonowy, ale już o budowie tunelowej. Niestety producent nie podaje wodoodporności, ale marka ma wielu zadowolonych użytkowników, więc pewnie jest nieźle. ;)

Buzzard Robens- namiot w bardziej przystępnej cenie, o wymiarach zbliżonych do dwóch pierwszych pozycji i wodoodporności tropiku 3000 mm i podłogi 10.000 mm.

Anjan 2 GT Hilleberg- ta sama konstrukcja, co dwa oczka wyżej, tylko poszerzona o przedsionek, który bardzo ułatwia organizację bagażu i pakowanie.




Tordis II Fjord Nansen- bardzo ciekawa konstrukcja pałąków, ograniczająca wagę. Posiada dodatkowy pałąk na górze zwiększający przestrzeń w środku. Podłoga 6000 mm, tropik 5000 mm.

Osprey 2 Robens- według producenta posiada huraganową odporność na wiatr, a podłoga(10.000 mm) i tropik(3000 mm)jak najbardziej zdałyby egzamin w wysokogórskich warunkach.

Finnmark 2 Sl Nordisk- to już typowe igloo, ale z dodatkowym pałąkiem zwiększającym przestrzeń jak w Tordis II. Podłoga 10.000 mm, a tropik 3000 mm.



Jannu Hilleberg- jest to ciekawe igloo, z lekkimi zapędami w stronę namiotu półgeodyzyjnego. Trzeci pałąk powinien wzmocnić konstrukcje, a jednocześnie namiot jest zaskakująco lekki.

Furry MSR- bardzo lekki namiot, moim zdaniem już geodezyjny. Ma 1500 mm wodoodporności na tropiku, 10.000 mm na podłodze.








Veig Pro III Fjord Nansen- mimo że posiada fartuchy, przez podłogę (6000mm), zaliczyłbym go co najwyżej do 3,5 sezonowego namiotu. To doskonały przykład, że namiot 3 osobowy bywa komfortową dwójką. Tropik ma 5000 mm.

Khumbu Marabut- typowy przypadek namiotu półgeodyzyjnego, stricte wyprawowego. Konstrukcja powinna być pancerna, aczkolwiek może powodować zbieranie się śniegu na dachu. Podłoga 10.000 mm, tropik 3000 mm.

Arco Marabut- całkiem fajna kopułówka z dodatkowym pałąkiem powiększającym absydę. Występuje też wersja z fartuchem, cięższa o 0,3 kg, parametry wodoodporności jaki wyżej.





Tarra Hilleberg- typowy przedstawiciel namiotu geodezyjnego z dużym przedsionkiem. Coś na poważniejsze eskapady.






Jak widać waga idzie w parze z konstrukcją i ceną, a cena w parze z jakością(aczkolwiek 5000 zł to moim zdaniem zdecydowana przesada). Podane ceny są orientacyjne, na pewno znajdą się sklepy gdzie można kupić namiot drożej, ale i na pewno gdzieś można kupić taniej, a szczególnie jak poszuka się promocji.:)

           Największy problem mają ci, którzy szukają namiotu uniwersalnego i pewno Was jest większość. Myślę, że w takim przypadku najlepszym rozwiązaniem jest namiot ze stelażem zewnętrznym, który w razie potrzeby można rozstawić bez tropiku nieco kombinując, a co do konstrukcji, to tunelowa albo kopułowa. Pierwsza z nich da nam zdecydowanie więcej przestrzeni w środku i jest lżejsza. Za to igloo może stać bez wbitych śledzi(na kamienistym lub lodowym podłożu może to nie być bez znaczenia, lecz można z tym sobie poradzić) Szukając okazji z pewnością uda się Wam coś kupić w naprawdę dobrej jakości do 1000 zł, mimo że, jak widać, rozpiętość cen jest niewiarygodna, ale to od ceny w dużej mierze zależy późniejsza waga naszego plecaka. Zachęcam do oszczędzania na porządny namiot, ale jeśli nie mamy zamiaru używać go często lub po prostu portfel nam nie pozwoli, można znaleźć np. namiot polskiego producenta Fjord Nansen za około 300-400 zł (np. model Sierra). Tak zwane chińczyki też się pewnie sprawdzą, ale dopóki nie przyjdzie solidniejszy deszcz albo mocniejsza wichura, a wtedy straty mogą wynieść więcej niż by kosztował nieco lepszy namiot. Nie warto też zawsze patrzeć na cyferki wodoodporności, bo namioty mogą być testowane w różny sposób i niekoniecznie jedna cyfra musi być równa drugiej,

Mam nadzieję, że Wam pomogliśmy, a jeśli macie jakieś pytania wrzucajcie w komentarzach. :)